Dintojra zdawała się prosta – ktoś zalegał z zapłatą, kto inny chciał zwyczajnie wkupić się w łaski lub udowodnić swoją rację. Knajpa „Pod Kogutem”, zadymiona wolska speluna, a czasem elegancki lokal przy dobrej ulicy Śródmieścia – tam właśnie sprowadzano delikwenta. Lała się wódka, podawano zakąski. Przy jednym stole wszystkie typy wolskich bandytów – krzepcy, groźni, o dzikim spojrzeniu. Wśród nich nienagannie, acz prowincjonalnie wyelegantowany łysy pan z podkręconym wąsikiem. Szef wszystkich szefów, legendarny „Tata” Tasiemka, władca „Kiercelaka” i okolic.
Rachunek rósł i rósł… Pięćdziesiąt złotych, sto, dwieście, trzysta. Zmówieni z bandą kelnerzy raz po raz dopisywali zera na kartkach… Zapłata za bandyckie przyjęcie, srogie kilkadziesiąt lub kilkaset złotych wyjętych z ubogiej kieszeni – jednorazowo lub w ratach – oto podstawowa kara za przewiny u gangu, który grasował na Kercelaku. Speluny Woli, a niekiedy restauracje pierwszej kategorii pod dobrymi adresami – to one stanowiły zwyczajową scenerię bandyckich sądów zgrai Łukasza Siemiątkowskiego, czyli legendarnego Taty Tasiemki.
O ile Feliks Zdankiewicz mógł uchodzić za króla złodziei warszawskich, o tyle Tata Tasiemka był z pewnością wodzem wolskiego półświatka. Na przełomie lat 20. i 30. opanował największy plac targowy międzywojennej Warszawy – Kercelak – potężny bazar rozciągnięty na posesji między Lesznem, Górczewską, Okopową, Towarową i Ogrodową. Nie było towaru, którego nie dało się dostać na osławionym „Kiercelaku” – gołębie, papugi, porcelana, garnitury, suknie, krawaty, kapelusze, rowery, instrumenty, wyroby blaszane, tandeta, płyty, gramofony, owoce, warzywa, substancje zakazane… Dookoła knajpy i budy, z których roztaczała się woń pyz, śledzi, racuchów i serdelków, jedzonych obowiązkowo w towarzystwie tęgiej okowity. Nieustanny gwar, potoki ludzi, żebracy, naganiacze, przekupki, Polacy i Żydzi – tym był właśnie przedwojenny Kiercelak, którego nie sposób porównać do jakiegokolwiek współczesnego bazaru w Polsce. Nad tymże epicentrum warszawskiego handlu czuwali ludzie Tasiemki, wyłudzając haracze od właścicieli stoisk. Początkowo jedynie incydentalnie, z czasem – na skalę masową. Pierwszą ofiarą był podobno całkiem zamożny kupiec, Izrael Pejczer, od którego w 1928 roku zażądano sumy 1000 złotych, jednak na początku lat 30. nie było już na Kercelaku nikogo, kto umknąłby oczom Tasiemki. Płacić musieli wszyscy – nawet ci, którzy bazar traktowali wyłącznie jako miejsce na żebry. Ludzie „Taty” – Żydzi oraz Polacy – na czele z bezwzględnym Leonem „Pantaleonem” Karpińskim nieustannie kontrolowali rewiry, zaś niepokornych terroryzowano kolbami rewolwerów i pięściami. Dintojry w knajpach były bolesne dla portfeli, z kolei inspekcje gangsterów od Tasiemki – w całkiem dosłownym tego słowa znaczeniu.


Sam „Tata”, jak na szefa gangu przystało, nie parał się raczej brudną robotą. Na co dzień przesiadywał w wolskich kawiarniach i z pozoru nic nie można było mu zarzucić. Dla niewtajemniczonych był po prostu porządnym obywatelem, patriotą i działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej. Tasiemka, rodem z Milanówka, urodził się w 1876 roku. Swój pseudonim zawdzięczał pracy w fabryce wstążek w Grodzisku Mazowieckim. Na początku XX wieku przeniósł się do Warszawy, gdzie w 1906 roku brał udział w słynnym odbiciu „Dziesięciu z Pawiaka”. Jako rewolucjonista i patriota Siemiątkowski wspinał się na szczeblach władzy w PPS, służył także w wywiadzie I Brygady Legionów Polskich – poznał wówczas wielu przyszłych polityków piłsudczykowskich. Dawne braterstwo broni, bezwzględność w likwidowaniu carskich oficjeli w czasie zaborów oraz pepeesowska przeszłość sprawiały, że władze aż do 1932 roku przymykały oko na przestępczą działalność Tasiemki. Przyszły premier, minister spraw wewnętrznych, jak i zapalony piłsudczyk, gen. Felicjan Sławoj Składkowski uważał nawet, że dzięki „Tasiemce” udało się zaprowadzić na Kercelaku należyty porządek. Gdy pewnego razu generałowi Składkowskiemu skradziono portfel, ten zwrócił się wprost do Tasiemki, który przykładnie odnalazł winowajcę.

Niemający na pieńku z politykami, zaprawiony w bojach i cwany Siemiątkowski z łatwością skupił wokół siebie grupę lojalnych bandytów, z których pomocą skrupulatnie terroryzował wszystkie zakątki Woli. Za prawą rękę obrał sobie bezwzględnego Leona Karpińskiego. Jeszcze w latach 20. i 30. „Tata” kandydował z ramienia PPS do Sejmu i Senatu, a w 1927 roku otrzymał nawet mandat radnego miejskiego.
Nasilający się terror na Kercelaku, pobicia, haracze, a nawet przypadki śmierci tych, którzy narazili się gangowi Tasiemki doprowadziły w końcu do postawienia Siemiątkowskiego przed sąd w 1932 roku. Większość świadków umniejszała bandyckie zapędy Tasiemki. Część handlarzy z Placu Kercelego widziała w nim „tatę”, obrońcę słabszych i stróża porządku, który pomimo surowości potrafił – w przeciwieństwie do choćby Karpińskiego – okazywać człowieczeństwo. Tasiemka był legendą, znaną przez całą stolicę. Śpiewano o nim nawet w piosenkach, na przykład w słynnej Rum Helce:
Na Wolskiej „pod Kogutem” tam była zabawa
Tańczyła Helka klawa wybrany świata cud
(…)
Tasiemce powiedzieli że Helka jest klawa
Że z Helką jest zabawa więc Tata zgodził się
I Helkę sprowadzili w melinę wtaszczyli
Tasiemka ujrzał ją jej powiedział mowę swą…
Król wolskiego półświatka, pomimo sprzyjających mu zeznań świadków, został skazany na 3 lata więzienia. Całości kary jednak nie odbył, został bowiem w 1935 roku ułaskawiony przez prezydenta Ignacego Mościckiego. Czy pomogły w tym dawne koneksje pomiędzy gangsterem a sanacyjnymi politykami? – niewykluczone. Mimo wszystko wolskie imperium „Taty” legło w gruzach, a Tasiemka nie zdołał odbudować swojej niegdysiejszej pozycji na Kercelaku, który został przejęty przez inne gangi.
O ile można tak powiedzieć, zdaje się jednak, że „Tasiemka” odpokutował przynajmniej część swoich win. Wraz z nadejściem II wojny światowej niegdysiejszy gangster związał się z podziemiem niepodległościowym. Organizował m.in. skoki na wagony z niemiecką bronią. W 1942 roku Tasiemka został aresztowany przez Gestapo i osadzony na Pawiaku. Rok później trafił do obozu koncentracyjnego w Majdanku. „Tata” wyroku jednak nie przeżył – zmarł w 1944 roku na tyfus plamisty.
Wpis powstał w ramach projektu Dawna kultura Warszawy na Woli
Projekt współfinansuje Dzielnica Wola m.st. Warszawy