Polska międzywojenna, pomimo trudów i niedostatków, dźwigała się po latach niewoli, z każdym kolejnym rokiem nadrabiając prędko cywilizacyjne zapóźnienia… Powstawały nowe szkoły, nowe urzędy, linie kolejowe, wodociągi i fabryki. Nic jednak chyba nie przyniosło jej takiej chluby jak elektryczność: rozświetlająca domy i kamienice, błyskająca w latarniach, jarząca się barwnymi neonami na ulicach wielkich miast… Potężna siła, dziś absolutnie nieodzowna, stopniowo trafiała do milionów obywateli…
Początki nie były jednak proste.
W listopadzie 1918 roku, w tej samej chwili, gdy z kawałków scalało się powoli państwo polskie, warszawski inżynier rodem z Włocławka, niejaki Kazimierz Szpotański, otwierał skromny zakład przy ul. Mirowskiej: zatrudniającą trzy osoby manufakturę produkującą włączniki do świateł o dumnej nazwie Fabryka Aparatów Elektrycznych K. Szpotański i Spółka.
Pan Szpotański nie był człowiekiem z przypadku. Technik ów, wywodzący się z dobrej rodziny o patriotycznych korzeniach, całą młodość poświęcił na naukę i praktykę elektrotechniczną: w początkach XX wieku kształcił się w berlińskiej Königliche Technische Hochschule, doskonalił fach w fabrykach AEG, jeździł na zjazdy techników w Rosji i w Galicji: gdy w 1918 roku od podstaw tworzył skromny zakład w Warszawie, miał już renomę uznanego i wybitnego elektrotechnika.
I tak 11 listopada 1918 roku – w dniu, gdy symbolicznie odrodziła się Polska, energia elektryczna pobiegła drutami do maszyn maleńkich zakłady Szpotańskiego. Mało kto zdawał sobie wówczas sprawę, że w przeciągu kilku lat manufaktura przekształci się w największą w Polsce fabrykę produkującą aparaty elektryczne…
Szpotański zawiązał spółkę z inżynierem Stefanem Ciszewskim i w 1920 roku przeniósł zakłady do kamienicy na Kamionku pod adresem Kałuszyńska 4. Fabryka rozwijała się w olbrzymim tempie: powstawały nowe hale, zatrudniano robotników i inżynierów. Wkrótce rejony Kałuszyńskiej przerodziły się w swoiste zagłębie polskiego przemysłu elektrotechnicznego.
Trudno powiedzieć, co dokładnie stało za tak wielkim sukcesem Kazimierza Szpotańskiego – być może geniusz, być może umysł wizjonera, a zapewne również spory popyt młodego państwa na aparaturę elektryczną. Jedno jest pewne: zakłady na Kamionku prędko stały się największym w Polsce przedsiębiorstwem produkującym sprzęt elektrotechniczny: wyróżniono je w 1926 roku na Targach Wschodnich we Lwowie: 3 lata później Szpotański otrzymał złoty medal na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, w 1937 roku – Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski z rąk samego prezydenta Ignacego Mościckiego. Szalejący w Europie wielki kryzys nie tylko ominął szczęśliwie zakłady Szpotańskiego, ale wręcz zbiegł się z czasem największego prosperity w Fabryce Aparatów Elektrycznych…
Z czego słynęła fabryka Kazimierza Szpotańskiego? Przede wszystkim z doskonałych liczników elektrycznych. Jeszcze do dziś można znaleźć je w starych przedwojennych domach i kamienicach, działające bez zarzutu pomimo upływu wielu dziesiątek lat… Prócz tego na Kamionku produkowano transformatory, aparaty rentgenowskie, podgrzewacze wody. Aparatura Szpotańskiego wypełniała hale portu i elektrowni w Gdyni: instalowano ją w zakładach nowo powstającego Centralnego Okręgu Przemysłowego. Nic dziwnego, sprzęt od Szpotańskiego był pewny i niezawodny, produkowany w myśl zasady IEEN (jakość, ekonomia, estetyka, nowoczesność). Tuż przed wybuchem wojny fabryka na Kamionku (której część oddziałów przeniesiono także do Międzylesia) zatrudniała prawie 1600 osób, w tym wielu wykształconych i doświadczonych elektrotechników…
Kazimierz Szpotański uchodził również za zapalonego społecznika: stworzył przy fabryce ochronkę, bibliotekę i klub sportowy, budował nowoczesne mieszkania pracownicze i dbał o otwartą, przyjacielską atmosferę w zakładach pracy na dziesięciolecia przed tym, nim stało się to powszechnie obowiązującą normą.
Zakłady elektrotechniczne nie zaprzestały swej działalności po wybuchu wojny: co więcej, Szpotański udzielał w fabryce schronienia i pracy wielu ludziom, którym groziły represje lub wywózki do Rzeszy.
Po wojnie zaś FAE podzieliła los wszystkich niemal przedwojennych fabryk: została znacjonalizowana i odebrana swojemu prawowitemu właścicielowi. Zaraz po wojnie Szpotańskiego szykanowano jako byłego „kapitalistę”, zabraniano mu nawet pracy w zawodzie. Choć władze komunistyczne z czasem zmieniły nastawienie do wybitnego elektrotechnika, było już za późno: najważniejsze dzieło Szpotańskiego, Fabryka Aparatów Elektrycznych, którą sam nazywał „trzecim dzieckiem” (obok swojego syna i córki) przepadło. Jeden z najwybitniejszych elektrotechników polskich zmarł w 1960 roku: PRL-owskie władze doceniły go dopiero po śmierci.
Wpis powstał w ramach projektu „Dawna kultura Warszawy na Pradze-Południe”, współfinansowanego przez m.st. Warszawę – Dzielnicę Praga-Południe