Historia czekolady na ziemiach polskich nierozerwalnie związana jest z dziejami rodu Wedlów, wywodzących się z Niemiec cukierników, których nazwisko doskonale zna dzisiaj każdy, nawet ten, który nie do końca popiera tezę Wańkowicza, iż „cukier krzepi”. W połowie XIX wieku do Warszawy przybył Karl Ernst Heinrich Vedel, zwany Karolem Wedlem – niemiecki cukiernik wykształcony w wielkich stolicach Europy. Wkrótce cała Warszawa pokochała jego gęstą, pitną czekoladę (serwowaną, miast w tabliczkach – w filiżankach), śmietankowe karmelki, czy miętowe pastylki sprzedawane w cukierni przy Miodowej. Syn Karola, Emil, zaraził od słodkości kolejne tysiące, otwierając przy Szpitalnej fabrykę czekolady wraz z istniejącą do dzisiaj pijalnią i sklepem. Prawdziwa słodka ekspansja przypadła jednak na lata międzywojenne, kiedy pieczę nad firmą przejął trzeci z warszawskich Wedlów – Jan, urodzony w 1874 roku. Z gwarnego i tłocznego Śródmieścia postanowił on przenieść zakłady na warszawski Kamionek… I był to strzał w dziesiątkę.
Do dzisiaj przechodząc przez Park Skaryszewski, można poczuć roztaczającą się z fabrycznych hal przyjemną woń czekolady… Potężny gmach na stałe wpisał się w krajobraz okolicy: Zachwyca nie tylko technicznym kunsztem i rozmachem, ale przede wszystkim niezwykłą estetyką i szlachetnym pięknem dojrzałego modernizmu: Oto fabryka na miarę nowoczesnej Warszawy! Wielka, jasna, przestronna! Zamiast dymiących kominów – potężne okna… Zamiast robotniczych klitek – porządne mieszkania pracownicze, ochronka dla dzieci, żłobek, klub sportowy, gabinety lekarskie…
Jan Wedel był fabrykantem o sercu większym niż jego zakłady, otwarte przy Zamoyskiego w 1931 roku: pogoń za doskonałością cukierniczego rzemiosła ustępowała miejsca trosce o życie i zdrowie robotników i robotnic. Pod tym względem fabryka Jana Wedla należała do najbardziej wzorowych przedsiębiorstw w całej przedwojennej Polsce.



Jan Wedel, mimo szalejącego wielkiego kryzysu, doprowadził swą firmę na biznesowe i jakościowe wyżyny: po miastach jeździły samochody dostawcze Wedla: w całej Polsce otwierano nowoczesne sklepy, których fasady błyskały chromem i skrzyły blaskiem neonów… Czekoladę sprzedawano nawet z automatów, z czego pierwszy ustawiono w graniczącym z fabryką Parku Skaryszewskim… Specjalnie zakupiony przez Wedla samolot RWD-13 dostarczał słodkości do europejskich stolic, podobno zrzucano z niego również czekoladę… Wyrobami z kamionkowskiej fabryki zajadały się miliony, choćby i tytlko od święta: czekoladowe tabliczki z kolekcjonerskimi kartami, maszynowo pakowane karmelki, bombonierki, praliny, chałwa, cukierki, landrynki, cukrowe figurki i dropsy podbijały podniebienia od Gdyni po Zakopane, od Katowic po Wilno, od Poznania po Pińsk!
A jednak – mimo iż kojarzony głównie z czekoladą, Jan Wedel pozostawił po sobie nie tylko fabrykę i słodkości. Jedna z najbardziej spektakularnych kamienic modernistycznych w Warszawie przy ulicy Puławskiej powstała właśnie z polecenia Wedla. O ile „Staroświecki Sklep” przy Szpitalnej, założony jeszcze przez ojca Jana był żywym pomnikiem historii firmy, tak kamienica przy Puławskiej stanowiła wizytówkę jej nowoczesności. Lekki, „płynący” nad ziemią gmach, inspirowany zasadami wytyczonymi przez Le Corbusiera należał do najelegantszych adresów międzywojennej stolicy. Niemniej nowoczesną, choć umiejscowioną w ścisłym centrum kamienicę wzniosła siostra Jana, Eleonora. Gmach pod numerem Szpitalna 4, oddalony zaledwie o parę kroków od dawnego zakładu Emila Wedla, zachwyca świeżością formy, stonowaną fasadą o barwie miedzi i rozdzielającą ją na dwie połowy klatką schodową w formie „termometru”.
Jan Wedel zapalonym społecznikiem był jednak nie tylko w kwestiach związanych z własną fabryką: pomimo wyznania ewangelickiego, Wedel wsparł budowę katolickiego kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej na Kamionku.


Mimo także niemieckiego pochodzenia był prawdziwym Polakiem z wyboru. W czasie okupacji poświęcił znaczną część majątku, rozdając zapasy produktów spożywczych mieszkańcom głodującej Warszawy. Odmawiał współpracy z niemieckim okupantem i przez cały okres niewoli wspierał potrzebujących.
Dziedzictwo Jana Wedla, podobnie jak w przypadku wielu innych przedwojennych przemysłowców, zaprzepaściły po wojnie władze komunistyczne: fabrykę na Kamionku przejęło państwo, zaś nazwę firmy oficjalnie zmieniono na „Zakłady Przemysłu Cukierniczego 22 Lipca”. Fabryka po wojnie, mimo dalszego rozwoju, straciła swojego właściciela i człowieka, który włożył ogromny wysiłek w tworzenie miejsc pracy naprawdę przyjaznych pracownikom. Czekolada stała się produktem luksusowym: słynne Torciki Wedlowskie eksportowano na Zachód, pozostawiając krajanom ścinki sprzedawane na wagę…
Historia człowieka, który osłodził Polskę ma jednak gorzkie zakończenie. Jan Wedel zmarł w Warszawie w 1960 roku – bez potomstwa i bez wielkiej fabryki, którą stworzył.
Wpis powstał w ramach projektu „Dawna kultura Warszawy na Pradze-Południe”, współfinansowanego przez m.st. Warszawę – Dzielnicę Praga-Południe
Źródła: E. Wedel. Cennik wyrobów pierwszej w kraju fabryki czekolady Warszawa, ca. 1930